30.
CZEKAM NA CIEPŁY LIST
CZEKAM NA CIEPŁY CZAS
CZEKAM I CZEKAM WCIĄŻ
NA TWOJEJ MIŁOŚCI ZNAK
OSTYGŁY UCZUCIA TWE
OSTYGŁA WIARA MA
WSPOMNIENIA ŻYJĄ W SNACH
ŻYCIOWA TOCZY SIĘ GRA
DNI PRZEPLATANE ROZTERKĄ
NOCE SPLECIONE NADZIEJĄ
GŁĘBIA UCZUĆ MYCH SMĘTNYCH
MIŁOŚĆ
TĘSKNOTA
NIEPEWNOŚĆ
/1992.03.14./
24.02.2026 wtorek
Roztopy przedwiośnia na drodze, bardziej dzisiaj płynęłam niż szłam, ale i tak było warto pospacerować nad Tanwią.
Rzeka dzisiaj jakaś mocno wzburzona, szumiąca na całego,woda pędziła do przodu i nawet kolor stał się jakiś inny, jakby rdzawo - czerwony. Też pięknie:)
Babcia Helusia 22.02.1928 - 18.12.2001
22.02.2026 Niedziela:
Dzisiaj,
kiedy sama jestem Babcią,
wspominam moją Babcię Helusię.
22 lutego
obchodziła urodziny, zawsze piękna i młoda,
taką chciałabym być dla
swoich wnuków:)
Babcia
Helusia napisała mi kiedyś w Pamiętniku taki wierszyk:
Śmiej się wśród
ludzi, a płacz w ukryciu,
bądź lekką w tańcu, lecz nigdy w życiu!
Na zdjęciu z naszym psem Kubą
21.02. 2026 sobota:
Dzisiaj moje dzikie kaczuszki podpłynęły blisko brzegu:)
DISCO FALA I PIOSENKA O MONICE:) Po nieśmiertelnej "dziewczynie ratownika" nareszcie coś NOWEGO:
https://www.facebook.com/reel/887211224179770 20.02.2026 piątek - Nadchodzi wiosna:)
19.02.2026 czwartek
Dzisiaj
podglądałam kaczuszki:)
Idzie wiosna, bo łączą się w pary!
Pływały pod
prąd, wdrapywały się na wodospady,
mocno zawzięte...
16.02.2026 piątek
Zima wróciła na ferie:)
Dzisiaj byłam na Jelonku,
Wodospad ma się dobrze,
chociaż nie wydaje się już taki Wielki...
14.02.2026 sobota
W Dniu Zakochanych życzę sobie i Wam dużo miłości:)
Przedstawiam swoje wiersze o miłości pt. „
Szelest motyla” i chociaż napisałam je w latach 1991-1994, czyli już
bardzo dawno temu, to jednak myślę, że są one bardzo aktualne także
dzisiaj, bo przecież prawdziwa miłość nie liczy godzin i lat…
Maanam - Bez ciebie umieram
Dla mnie najpiękniejsza piosenka o miłości:)
12.02.2026 CZWARTEK

W moim życiu
nie brakuje ostatnio wielkich zmian i przełomowych spotkań.
Jedno z nich miało
miejsce w piątek i sobotę 30 i 31 stycznia, kiedy poznałam Beatę i Łukasza...
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!

Wskazałam im drogę, o którą pytali, ale wszystko miało swój dalszy ciąg
i zaowocowało sesją fotograficzną,
która jest dla mnie wielką radością
i pamiątką. Dzisiaj Łukasz wysłał mi
pierwszą partię zdjęć.
Jest ich bardzo dużo i zanim wstawię je powoli na bloga,
wybrałam parę na jutro.
Pomyślałam, że skoro los zesłał mi taką przygodę w
jednym ze zwyczajnych dni,
to są jakby w sam raz na Dzień Kochania SiebieJ
A zatem, oto ja w piękną śnieżną
zimę 2026 roku:

9.02.2026 poniedziałek - A dzisiaj niebo jak w Niebie:)
TERAZ: 28 stycznia 2026
CZAPLA BIAŁA
A
dzisiaj, dosłownie przed godziną, widziałam czaplę białą.
Wczoraj też,
ale z daleka i myślałam, że mi się przywidziało.
A dzisiaj moczyła sobie
nogi w Tanwi, a potem dostojnie odleciała. Piękna! Niestety nie wzięłam
z sobą telefonu, żeby zrobić zdjęcie, więc znalazłam w internecie.
Dokładnie taka sama:)
CZAPLA – (według słownika symboli W. Kopalińskiego): symbolizuje
poranek, zapowiedź burzy, płodność, narodziny, opiekę nad dziećmi, długowieczność,
czujność, ciekawość, ostrożność, milczenie, skrytość, mądrość, smutek, ból, pamięć
– brak pamięci, chytrość, spryt.
CZAPLA – poranek, narodziny, dobry omen. Ptak stojąc w
wodzie, pierwszy pozdrawia Jutrzenkę, stąd w starożytnym Egipcie symbol świtu,
narodzin i ( wraz z bocianem i ibisem) pomyślnej wróżby.
CZAPLA – przepowiednia pogody, zwłaszcza deszczu i burzy, z
jej zachowania można odczytać prognozę pogody, dlatego poważana przez
starożytnych żeglarzy śródziemnomorskich i przyporządkowana Afrodycie, jako
opiekunce żeglugi morskiej.
CZAPLA – odrodzenie. Gdy Eneasz zniszczył stolicę Rutulów,
Ardeę, z jej popiołów powstały ptaki zwane po łacinie ardeae’- rodzaj czapli.
CZAPLA – ból, smutek – ptaki te cierpią zarówno przy
parzeniu się, jak i przy składaniu jaj.
GŁOS CZAPLI- pomyślna wróżba ( znak ten ucieszył Odysa w
Iliadzie) Zwłaszcza BIAŁA CZAPLA była uważana za pomyślny prognostyk.
CZAPLA – pamięć i milczenie. W mitologii skandynawskiej
Frigga, matka bogów, bogini małżeństwa i rodziny, ozdobiona była na głowie
czaplimi piórami na znak, że wszystko pamięta i wszystko przemilcza.
W plastyce czaplę przedstawiano nieraz z kamykiem w dziobie
na znak milczenia.
CZAPLA BIAŁA to płochliwa mieszkanka
gęstych trzcinowisk, brzegów rzek i jezior. Rzadko pojawia się w bliskim
sąsiedztwie człowieka. Wybiera zazwyczaj ustronne brzegi jezior i rzek,
skrywając się w zaroślach. Występuje niemal na
całym świecie, ale wcale nie tak łatwo ją spotkać.
CZAPLA - W
CHRZEŚCIJAŃSTWIE ŚREDNIOWIECZNYM– CHRYSTUS.
Podobnie jak inne ptaki brodzące tępi węże, które były
symbolem grzechu i Szatana. Czaplę, która według Pliniusza Starszego miała
ronić zły z bólu, uważano za atrybut Chrystusa na Górze Oliwnej. Czapla siwa
(popielata) – pokuta, z powodu popielatej barwy upierzenia.
CZAPLA – dwoistość, rozdwojenie osobowości, ptak
ziemnowodny.
CZAPLA- długowieczność, uważano ją, jak większość ptaków
brodzących, za długo żyjącą.
CZAPLA – opiekun potomstwa, czuły rodzic, przynoszący
ludzkie niemowlęta do domu, podobnie jak bocian.
CZAPLA – spryt, chytrość. Ptak umie łowić ryby w mętnej
wodzie.
CZAPLA – skrytość. Ptak chodzi powoli, wysuwając nogi daleko
naprzód, tak jakby się skradał.
CZAPLA – mądrość, czujność, ciekawość. Długi dziób czapli,
który wszędzie wtyka, uczynił ją emblematem ciekawości, poszukiwania ukrytych
mądrości.
CZAPLA – w heraldyce: ostrożność w niebezpieczeństwie,
właściciel rybnych wód.
5.02. 2026 czwartek : Dzisiaj
na Tanwi powoli puszcza lód, woda szumi coraz swobodniej, a także w
moich Historiach Rodzinnych nowe odkrycia i aktualizacje, tym razem w
gałęzi Korincic:)
Teraz: 27 stycznia 2026: A po Tanwi pływają kaczuszki:) Są tak szybkie, że trudno je uchwycić na zdjęciu...
TERAZ: 20 STYCZNIA 2026
Rodzinne
strony zawsze najpiękniejsze:) I trzyma mróz, zima jak za dawnych
lat... Nawet Tanew w wielu miejscach pokryta warstwą lodu, chociaż
wodospady szumią...
JÓZEF REBIZANT - artysta rzeźbiarz - WUJEK JÓZEK...
20 MARCA 1954 - 23 CZERWCA 2024
Jeśli chcesz, możesz do mnie napisać: Monika Rebizant - Siwiło
Rybnica 75
22- 672 Susiec
Pozdrawiam!
SKOLE - WPISY ARCHIWALNE Z POPRZEDNICH LAT
SKOLE - POWIAT STRYJ - WOJ. STANISŁAWOWSKIE
LATA PRZEDWOJENNE
ZDJĘCIA ZAMIESZCZONE PONIŻEJ, POCHODZĄ Z MOJEGO ALBUMU RODZINNEGO. NA PIERWSZYCH CZTERECH, W GRUPIE MŁODZIEŻY ZE SKOLEGO, LATA PRZEDWOJENNE, ZNAJDUJE SIĘ BRAT MOJEJ BABCI - ZBIGNIEW SCHIENBEIN. NA POJEDYŃCZYCH FOTOGRAFIACH ZNAJDUJĄ SIĘ ZNAJOMI - PRZYJACIELE - KOLEDZY I KOLEŻANKI MOJEJ BABCI - HELENY SCHIENBEIN ( 1928 - 2001)
9 maja 2015 roku, gdy wraz z Rodziną świętowałam wieczorem swoje czterdzieste urodziny, otrzymałam zupełnie nieoczekiwanie wspaniały prezent. Na zdjęciach, które kiedyś wstawiłam na bloga, z nikłą nadzieją, na jakikolwiek odzew, Pani Krystyna Piątek rozpoznała SWOJĄ MAMĘ HELENĘ MELLEM. To był wspaniały urodzinowy prezent! Miałam wrażenie, jakby moja śp. babcia Helusia wróciła na chwilę, by złożyć swojej wnuczce urodzinowe życzenia... Bardzo chcę w to wierzyć. Jakkolwiek by na tę sytuację nie spojrzeć, z pewnością jest wyjątkowa i zdarza się niezmiernie rzadko. Ale zdarzyła się i to jest wspaniałe!
Pani Krystyno, raz jeszcze serdecznie dziękuję za kontakt i komentarze na blogu.
Oto, czego dowiedziałam się od Pani Krystyny:
"Droga Pani!
Z wielkim zainteresowaniem i wzruszeniem przeczytałam Historie Rodzinne Skole -
lata przedwojenne. Jestem córką Heleny Mellem urodzonej /1925-2002/w Demni
Wyżnej. Na zamieszczonych zdjęciach gdzie znajduje się brat Pani Babci Zbigniew
Schienbein wśród kolegów i koleżanek w środku pierwszego zdjęcia jest moja
śp.kochana Mama Helena Mellem/w ciemnej bluzeczce/. Pierwszy po prawej stronie
znajduje się Jej starszy brat Franciszek Mellem a pierwszy od lewej Jej młodszy
brat Kazimierz Mellem. Niestety wszyscy Oni nie żyją. Na innych zdjęciach znajdują się w innej kolejności ale
dobrze rozpoznawalni. Pozostałych osób nie znam.Jestem w posiadaniu tych samych
zdjęć plus jedno gdzie ta sama grupa siedzi na wagonikach kolejki.Format tych
zdjęć jest bardzo mały. Mam też zdjęcie grupy pięknych młodych dziewcząt ze
Skolego z przed II Wojny Światowej.Jestem też wnuczką urodzonej w Skolem Marii Mellem/1897-1987/ z domu Widomskiej.Bardzo dziękuję Pani że ocala Pani historie
kresowe. Przed wejściem na Pani stronę byłam po czytaniu wierszy Maryli Wolskiej tak związanej ze Skolem I
Demnią. Postanowiłam poczytać w internecie o Skolem i na widok zdjęć z
kochanymi osobami krzyknęłam i dalej już czytałam z wielką przyjemnością że
mogę się tak dużo dowiedzieć o tych stronach serdecznych a niepoznanych.
Serdecznie Panią pozdrawiam i dziękuję.
Krystyna Piątek.rocznik 1945."
Poniżej zdjęcia, na których Pani Krystyna rozpoznała swoją Mamę Helenę Mellem:
"W środku pierwszego zdjęcia jest moja
śp.kochana Mama Helena Mellem/w ciemnej bluzeczce/. Pierwszy po prawej stronie
znajduje się Jej starszy brat Franciszek Mellem a pierwszy od lewej Jej młodszy
brat Kazimierz Mellem."
"Na innych zdjęciach znajdują się w innej kolejności ale
dobrze rozpoznawalni. Pozostałych osób nie znam.Jestem w posiadaniu tych samych
zdjęć plus jedno gdzie ta sama grupa siedzi na wagonikach kolejki."
" Format tych
zdjęć jest bardzo mały. Mam też zdjęcie grupy pięknych młodych dziewcząt ze
Skolego z przed II Wojny Światowej.Jestem też wnuczką urodzonej w Skolem Marii
Mellem/1897-1987/ z domu Widomskiej."
"Droga Pani Moniko!
Dzisiaj /14 maja 2015/ przeczytałam o
życiu Pani Babci, Heleny Schienbein-Gruszczyńskiej. Jej tragiczna wojenna
historia dotyczy w niektórych momentach mojej rodziny. Mieszkali w Demni, przeżyli
głód i dwie okupacje i również byli u Braci Węgrów /których wspominali z
ogromną wdzięcznością/ i trudy repatriacji na ziemie zachodnie.To bardzo piękne
i cenne co Pani robi dla historii rodzin kresowych. Bezpośredni zapis relacji z
ust Pani Babci o Skolem dał mi wyobrażenie jak tam było, wielu rzeczy nie
wiedziałam. Dziękuję za wszystko i podziwiam trud i talent pisarski. Nasze
rodziny znały się co widać na przedwojennych fotografiach. Byłam jeden dzień w
Skolem w sierpniu 2002 roku. Moja śp. Mama już nie żyła. To piękne miejsce i
cudowna rzeka Opór. Czytałam "Kresową Atlantydę" St.Nicieji i teraz
Pani teksty, Pani Moniko. Jestem bardzo wzruszona i te przeżycia zawdzięczam
Pani. Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów. Krystyna Piątek rocznik 1945."
" Pani Moniko, ja zobaczyłam to piękne miasto Skole i Demnię
Wyżną, w sierpniu 2002
roku. Niestety moja Mama zmarła w marcu 2002 i nie mogłam
Jej moich wrażeń przekazać. Spotkałam tam wspaniałą Panią Jarosławę
Roman pewnie rocznik 1928,która pamiętała moją rodzinę, pokazała miejsce gdzie
stał dom /niestety nie było go/ ale inne stały w szeregu jak dawniej. Byłam w Jej domu i
wiem że w takim samym mieszkała moja rodzina. Korespondowałam z Nią ale
Ona umarła w 2013 roku.Skole i Demnia,-widoki przepiękne na góry, rzeka
Opór wspaniała..."
Pani Krystyno,
też marzę o tym, by zobaczyć Skole na własne oczy, a póki co, czytam opisy z dawnych lat.
Tak opisywał Skole i pobliskie miejscowości
Martin Pollack w książce pt. " Po Galicji. O chasydach,
Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna
podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie,
czyli wyprawa w świat, którego nie ma.
Przełożył
Andrzej Kopacki
Tytuł oryginału:
Nach Galizien. Von Chassiden, Huzulen. Polen und Ruthenen. Eine imagindre Reise
durch die verschwundene Welt Ostgaliziens und der Bukowina. Wien, Edition
Christian Brandstatter 1994
„Istniały dwie możliwości
dotarcia ze Stryja w leżące na południu, obrośnięte lasem Karpaty: koleją do
Ławoczna albo drogą ponadregionalną, która aż do zbiegu rzek Orawy i Opora
biegła równolegle do linii kolejowej, potem jednak skręcała w prawo, w ślad za
płynącą wąskim korytem Orawą. Myślę, że sam wybierałbym raczej drogę, nie
kolej.Wprawdzie na przełomie wieków
również w Galicji pojawiły się już automobile, ale były to pojedyncze,
wychuchane i pilnie strzeżone egzemplarze, techniczne zabawki, które należały
do naftowych milionerów i bankierów. Nikomu nie przyszłoby do głowy jeździć
nimi po źle żwirowanych, wyboistych drogach, które w czasie deszczu zamieniały
się w sięgające kolan bagnisko. Nie istniały wszak jeszcze warsztaty naprawcze,
stacje benzynowe itp. Wiejskimi drogami kursowały zaprzęgi konne i chłopskie
fury. Trakt prowadził najpierw jak po
sznurku szeroką, żyzną doliną rzeki Stryj do wsi Synewidzko Wyżnę, gdzie
skręcał w lewo ku dolinie Opora. Przed Synewidzkiem, kilkaset metrów od głównej
drogi, znajdował się zajazd „Rogatka”, w którym podróżni mogli zamówić ciepłą
strawę. Synewidzko Wyżnę było dużą gminą, ale domy stały w rozproszeniu, z dala
od siebie, pochowane w ogrodach, skąd do drogi prowadziły długie, wąskie
alejki. Przy chałupach ze wszystkimi oknami wychodzącymi na południe — żurawie
studzienne, na pnących się stromo do linii lasu łąkach liczne oborohy, czyli
stogi siana pod wspartym na czterech wpuszczonych pionowo w ziemię palikach,
prymitywnym dachem, który można było podnosić lub opuszczać. Pola były wąskie i
kamieniste. Żyto, owies, czasem kartofle; ogrody warzywne, za nimi wyciosane z
bali chałupy, tonące w słonecznikach, z których chłopki wyciskały postny olej.
W Synewidzku Wyżnym mieszkali
Bojkowie, którzy językiem, odzieniem i zwyczajami wyraźnie różnili się od
Rusinów z równiny. Bojkowie zamieszkiwali środkową część Karpat; zachodnią
część zasiedlili Łemkowie, a wschodnią, aż po Bukowinę i północne Węgry,
Hucułowie. Ogólnie biorąc, Bojkowie byli ludem ciężkawym, sprawnymi hodowcami
rogacizny, którzy na jesiennych targach w karpackich mieścinach, Boryni i
Lutowiskach, sprzedawali woły, gnane później aż na Węgry. Synewidczanie mieli
handel we krwi, z dawien dawna przemierzali kraj jako domokrążcy, podobnie jak
mieszkańcy Gottschee w Dolnej
Krainie, i sprzedawali przy straganach w większych miastach i na wiejskich
targowiskach owoce południowe, orzechy, śliwki, winogrona i kasztany, które
jesienią przywozili z Węgier. W ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku
rozszerzyli swój handel na Rumunię, południową Rosję i zabór rosyjski w Polsce;
założyli też coś w rodzaju spółdzielczej organizacji handlowej.
Jadąc z biegiem Oporu jakieś
dwadzieścia pięć kilometrów dalej na południe, docierało się do Tuchli:
niepozornego, rozproszonego osiedla z wiejską gospodą i niewielką kolonią
letniskową opodal budynku stacyjnego. Tu podobno w Xlii wieku Bojkowie
powstrzymali idącą na Węgry armię Dżyngis–chana i wybili ją do nogi. Walka
prademokratycznej wspólnoty chłopskiej z najeźdźcą zewnętrznym jest tematem
historycznej opowieści Iwana Franko Szturm w dolinie Tuchli. W latach
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Tuchlę najechali inni zdobywcy: ogromne
lasy zostały przetrzebione, nad górskimi strumieniami pobudowano tartaki, a w
dolinach położono wąskie tory kolejowe.
Okolica Tuchli wygląda dziś smutno i niegościnnie.
Wprawdzie Stryj i Opór nadal obmywają wyłożone otoczakami, zielone brzegi,
wprawdzie wiosną trawa i kwiaty jak niegdyś kwitną na łąkach, a orzeł królewski
zatacza kręgi w przezroczystym, lazurowym powietrzu — ale jakże zmieniło się
wszystko inne, las, wsie i ludzie! Kiedyś gęste, nieprzeniknione lasy pokrywały
niemal całe zbocze, od rzek w dolinie ku górze, aż po górskie hale; teraz
stopniały jak śnieg w słońcu, przerzedziły się, gdzieniegdzie zniknęły całkiem.
Całe połacie są łyse. Tylko tu i ówdzie, pośród zwęglonych pni, stoi skarlała
jodła lub mizerny jałowiec.
Kiedyś panowała tu głęboka cisza; nie było słychać
żadnego dźwięku poza trembitą pasterza gdzieś na dalekiej hali, rykiem tura lub
beczeniem jelenia w gęstwinie. Teraz ponad halami rozbrzmiewają wrzaski
pasterzy, w głębi lasu i w wąwozach hałasują drwale, robotnicy tartaczni i
cieśle, którzy nieprzerwanie kaleczą piękno tuchelskich gór, zżerają je jak
robactwo. Stuletnie jodły i świerki, porznięte na wielkie kłody, spływają w dół
rzeki do nowych tartaków parowych albo od razu na miejscu są cięte na belki i
deski.
(Iwan Franko, przedmowa do Szturmu w dolinie
Tuchli)
Lasy w dolinie Opora i Orawy
należały do wielkich właścicieli ziemskich, czeskiego hrabiego Kinsky’ego i
polskiego hrabiego Skarbka, którzyjednak rzadko znajdowali czas, by dojrzeć
porządku w swoich dobrach. Co najwyżej przyjeżdżali na polowanie. A w lasach
nie brakowało jeleni, rysiów, żbików, wilków i niedźwiedzi. Na niedźwiedzia
górale wołali z respektem „wujek” albo po prostu „stary”, na wilka — „mały”.
Kiedy hrabia Kinsky ustrzelił niedźwiedzia lub okazałego szesnastaka, którego awizował mu nadleśniczy, zaraz
potem wyjeżdżał — do Nicei, Karlsbadu, Meranu. A gdy w końcu musiał sprzedać
swoje lasy nad Oporem, przyniosły mu one dwa miliony guldenów. Jak wówczas mówiono,
hrabia mógł zachować z tej sumy sto guldenów, resztę pochłonęły hipoteki.
Ogołocone zbocza nad wsiami
Tuchla, Libochora, Hołowiecko i Sławsko świadczyły o rabunkowej gospodarce,
która odraczała ruinę feudalnych właścicieli ziemskich — nie mogła jednak
naprawdę owej ruiny powstrzymać. Feudałowie „przeżyli się”, a ich miejsce
zajęli bezwzględnie kalkulujący kapitaliści, konsorcja bankowe, spółki akcyjne.
W latach dziewięćdziesiątych nagie zbocza Karpat Środkowych odkryto dla
narciarstwa. Karpackie Towarzystwo Narciarskie i Tatrzański Związek Narciarzy
pobudowały schroniska i w końcu każdego zimowego tygodnia na stokach Trościanu
i Małachowa koło Tuchli i Sławska panował już tylko tłok.
Z ziemi Bojków było już
niedaleko na Węgry, albo koleją, albo drogą przez dolinę Orawy. Po węgierskiej
stronie inaczej wyglądała tylko roślinność — zamiast sosen i jodeł na
południowych zboczach Karpat rosły głównie buki — natomiast ludzie byli tacy
sami: rusińscy górale, którzy tu nazywali się Wierchowinami i wiosną wyruszali
jako robotnicy leśni do Siedmiogrodu, Bośni i Hercegowiny, bo w przeciwnym
razie umarliby z głodu: nikt nie mógł wyżyć z kilku sztuk bydła i jałowego
poletka. We wsiach Wierchowinów żyło też sporo Żydów, przeważnie drobnych
kramarzy ze sklepikami, których zasoby bez trudu można było unieść na plecach,
a także rzemieślników, szynkarzy, wozaków i nawet kilku chłopów oraz pasterzy.
Również Żydzi byli przeraźliwie biedni.
Aby dotrzeć do sąsiadujących z
Bójkami Hucułów, należało albo wspiąć się górskimi bezdrożami Karpat
Środkowych, albo wrócić do Stryja i stamtąd pojechać do Stanisławowa.
Pociąg pospieszny przemierzał
sto dwadzieścia kilometrów ze Stryja do Stanisławowa w trzy i pół godziny.
Kolejka jechała najpierw na południe przez bagniste niecki w szerokiej dolinie
Stryja, mijała kąpielisko Morszyn, znane z leczniczych źródeł gorzkich wód i z
kąpieli solankowych oraz borowinowych, mijała Bolechów i Dolinę. Niedaleko
Doliny tory odbijały na wschód, biegły w dół łagodnie opadającym zboczem u
podnóża Karpat i dochodziły do Kałusza nad Łomnicą.”
„Kursy skautowe w Skolem latem 1912 r.” W: Błażejewski
Wacław,
„ Z dziejów harcerstwa polskiego ( 1910 – 1939), Warszawa 1985, str.
40- 41
„Kurs skautowy w Skolem 14 VII – 2 VIII 1913 r. W: Błażejewski
Wacław,
„ Z dziejów harcerstwa polskiego ( 1910 – 1939), Warszawa 1985, str.
49- 50
„Kursy skautowe w Skolem latem 1914 r. W: Błażejewski
Wacław,
„ Z dziejów harcerstwa polskiego ( 1910 – 1939), Warszawa 1985, str.
53- 55
Notki biograficzne: Grodyński Jerzy, Lutosławski Kazimierz,
Wyrzykowski Kazimierz W: Błażejewski Wacław, „ Z dziejów harcerstwa polskiego (
1910 – 1939), Warszawa 1985
SKOLE MIEJSCOWOŚĆ LETNISKOWA NAD OPOREM
Adres wydawniczy:
- [S.l. : s.n.], 1934 (Lwów :
Druk. "Słowa Polskiego").
Opis fizyczny:
Język:
Uwagi:
Sygnatura:
Prawa:
Źródło:
Skan fragmentu książki :
Stanisław Sławomir Nicieja " Kresowa Atlantyda" w której znalazły się
wspomnienia pana Adama Dobosiewicza z Opola. Informacje otrzymałam od Ks.
Łukasza Walawskiego, któremu składam najserdeczniejsze podziękowania, za
odszukanie i przekazanie mi powyższych informacji.
Na zdjęciu, w prawym górnym
rogu, znajdują się moi prapradziadkowie "po kądzieli" :
Maria z domu Dobosiewicz i
Franciszek Kuryńczyc
( spolszczone nazwisko
Korincic)
z dziećmi Stanisławą i Czesiem.
Maria i Franciszek to Rodzice mojej prababci
Józefy Kuryńczyc
Wraz z Ks. Łukaszem Walawskim, proszę o wsparcie remontu
kościoła w Skolem, poprzez odwiedziny tego pięknego, kresowego miasta oraz
parafii, gdzie znajduje się 20 miejsc noclegowych i można skorzystać z gościnności
na przykład podczas wyprawy w Bieszczady. 21.09.2014 przypada 20 - lecie
konsekracji kościoła.
DEMNIA WYŻNA – SKOLE
( powiat stryjski,
województwo stanisławowskie)
Za Skolem, dolina zwęża się w miejscu, gdzie zaczyna się
wieś Demnia Wyżna. Przejeżdżamy obok hamerni, huty i wielkiego tartaku
parowego.
Kasarnia robotnicza / Demnia Wyżna
Potężne pasma Korczanek i Zełeminu przerwane Oporem,
zbliżają się lesistymi stokami do siebie, tworząc uroczą dolinę. Wartkie wody
rzeki pienią się i szumią po skalistych progach, które zdradzają przynależność
do piaskowca bryłowego.
W Światosławiu rozszerza się widnokrąg. Po prawej stronie
widzimy dolinę Orawy, wpadającej do Oporu.
Most japoński / Skole
Demnia Wyżna, gdzie urodził się Jakub,
Felizienthal
i Tucholka to były osady katolickie zasiedlone przez Niemców z okolic Czeskiego
Lasu, którzy byli robotnikami leśnymi. Demnia Wyżna, była południowym
przedmieściem Skolego. Większość mieszkańców Demni Wyżnej to pracownicy tartaku. Zresztą
Demnia Wyżna to była prawdziwa Wieża Babel. Polacy-katolicy, Niemcy-katolicy,
Niemcy-ewangelicy, Ukraińcy i kilkunastu Żydów. Najwięcej chyba było jednak
Polaków. Trudno to tak do końca ustalić bo Demnia Wyżna stanowiła część obszaru
Dworskiego Skole miasteczko i Skole-Wieś. Według źródeł niemieckich Niemcy
stanowili w Demni Wyżnej tylko 1/3 ogółu mieszkańców. Mój pradziadek z
pewnością od małego miał styczność z polskimi równieśnikami.
Szpital/ Demnia Wyżna
Trzy kilometry na południowy
zachód od Skolego ( miasteczka nad rzeką Opór, dopływem Stryja), leży
przedmieście Demnia Wyżna, na mapie z 1928 roku opatrzona
została oboczną nazwą "Gredlów" od nazwiska prawdopodobnie
węgierskiego barona Gredla i jego pałacu.
Brigidau to duża wieś zasiedlona przez
Niemców ewangelików z Palatynatu.
Ogólnie na tych terenach (Skole, Stryj)
było bardzo dużo kolonii niemieckich a z kolei bardzo niewiele małżeństw
mieszanych. Tamtejsi Niemcy raczej izolowali się od Polaków. Pradziadek, był
więc chlubnym wyjątkiem. Kto wie może wstąpił do Legionów pod wpływem kolegów z
gimnazjum?
Dolina Oporu. Za rzeką po lewej stronie wznosi się wielka, czerwona
zerwa „Pobuku”. Pokłady tu odsłonięte należą do łupków menilitowych i rogowców
połączonych z nimi. Czerwone zabarwienie wpadające w oczy pochodzi od połączeń
żelaza, przymieszanych w małej ilości do łupków.
Przekraczamy w głębi gór lasek dębowy, po czym dolina
gwałtownie się zwęża tworząc kłódkę. Tor kolejowy przyparty do rzeki, wciska
się w pasmo bryłowego piaskowca.
Skole - miękkie łupki menilitowe, budujące
okolice miasteczka ulegają łatwo zwietrzeniu i porwaniu przez wodę i są
przyczyną rozszerzania się doliny.
Miasteczko Skole liczy 2000 mieszkańców, posiada fabrykę
zapałek, sąd powiatowy, słynęło do niedawna z handlu winem. W lecie dużo gości
kąpielowych szczególnie ze Lwowa.Tu rozpoczyna się ciekawy kraik górski tzw. Tucholszczyzna,
którego dzieje opisał w pięknej monografii dr Papee
Żadne źródła nie stwierdzają zasiedlenia wschodniego Beskidu
w starożytności. Osadnictwo odbywało się doliną Stryja, a dalej na zachód
„wrota węgierskie” z ziemi sanockiej wiodły na drugą stronę Karpat. Z końcem
XIV wieku zastajemy ten kraik w dziewiczej pierwotności, nie tknięty ludzką
ręka.
W roku 1397 dwaj bracia Wołosi Myko i Iwanko od Władysława
Jagiełły otrzymali przywilej na założenie w lasach królewskich i połach pustynnych
dwóch wsi Skola i Tuchla i oto pierwszy
ślad osadnictwa w tych stronach. Pierwsi koloniści sprowadzili zapewne swoich
pobratymców Wołosów, ale głównie zasilił to miejsce osadniczo żywioł ruski, od
wieków osiadły na niżej położonych przedgórzach. Dowodzi tego autor na
podstawie ruskich nazw miejscowości. Jest też wiele wyrazów pochodzenia
wołoskiego.
Wołosi ci przybywali dotąd z Marmoroszy i Siedmiogrodu i
przynosili ze sobą rodzime swe prawo będące niczym innym jak przystosowanym do
życia pasterskiego prawem niemieckim.
W XV wieku mamy tu jedynie dwie osady Skole i Tuchla.
Dopiero z początkiem XVI wieku posuwa się kolonizacja coraz wyżej i rozszerza
się. Powstają: Hrebenów, Korostwowo, Sławsko i Koziowa.
Potomkowie Myka i Iwanka, pierwszych właścicieli Skolego, przyjęli
wkrótce język i obyczaje ruskie i przezwali się Skolskimi. Wkrótce osiadają tu Kryniccy,
Kruszelniccy, Hoszowscy, Korczyńscy, Hołyńscy, Turzańscy, Matkowscy,
Manasterscy,Hrebeniowscy, Korostowscy. Znaczny poczatkowo majątek, rozpada się
na wiele drobniutkich działów, które utrudniały intensywne gospodarowanie. W
połowie XVI wieku, Skole i Tucholszczyzna przechodzi
w ręce potężnego magnata Jana Tarnowskiego,
kasztelana krakowskiego i hetmana wielkiego
koronnego. Skupienie całego majątku w jednym ręku, od razu podniosło
gospodarkę, zwłaszcza leśną i przyczyniło się do szybkiej kolonizacji. Z
początkiem XVI wieku majątek tworzyło 6 wsi, a pod koniec XVI wieku, było ich
już 23. W 1567 roku, górski majątek przechodzi na książąt Ostrogskich,
którzy nadal prowadzą działalność osadniczą i urządzają Tucholszczyznę. Po nich
ziemia ta dostaje się książętom Zasławskim, a później Lubomirskim. Ksiądz Aleksander Zasławski ,założył koło wsi Skole
miasteczko nazwane od jego imienia Aleksandrią ( dziś Skole).Losy Skolego mają wiele podobieństw do losów innych
miasteczek Rusi Czerwonej. Cierpiało ono wielokrotnie od obcych i swoich:
zagony tatarskie, hufce węgierskie i polskie, mącą ciszę tych lasów i górskich
wiosek.W 1594 roku przetacza się tędy napad tatarski do Węgier. W 1610 roku spokój tym stronom zakłóca sprawa Stadnickiego
Diabła.W 1657 roku
wpada
tędy do Polski Rakoczy. Z początkiem XVIII wieku zawichrzyła Tucholszczyznę sprawa
Franciszka Rakoczego.Niejednokrotnie chorągwie pancerne czy usarskie dają się
porządnie we znaki bezwzględnym wyciskaniem prowiantu i pieniędzy i brutalnym
postępowaniem wobec mieszkańców wsi i miasteczek.Po Lubomirskich Sieniawscy, a po nich Czartoryscy są panami
tych ziem. Potem znowu Lubomirscy i Potoccy.Dzieje Skolszczyzny doprowadzone zostały w tej książce do
czasów współczesnych autorowi, czyli do 1890 roku.Galicję zajmuje Austria.W roku 1859,
nabywa
dobra te od Stanisława hr. Potockiego magnat czeski hr. Kinsky, którego
spadkobiercy sprzedają je Niemcom w roku 1886 – spółce Groedel i Schmidth.
Skole od 1880 roku było miejscowością klimatyczną
ze źródłami wód mineralnych.
Swoje wille miały tu poetka Maria
Jasnorzewska-Pawlikowska, córka W.Kossaka, poetka Maryla Wolska (autorka m.in
pięknego wiersza "Opór pod Storożką"). Tu się urodziła córka Wolskiej
poetka Beata Obertyńska zmarła na emigracji w Londynie. W domach
obu pań bywał poeta Leopold Staff - liryk, dramaturg i autor przekładów.
Ze Skolem związani byli działacze polityczni jak Stanisław Głąbiński
i Jędrzej Moraczewski. Głąbiński był endekiem dziennikarzem, naukowcem
i parlamentarzystą, m.in. rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.
Wakacje spędzał w Skolem gimnazjalista lwowski, przyszły minister Kultury
i Sztuki Kazimierz Żygulski (opis w książce wspomnieniowej
"Jestem z lwowskiego etapu") oraz przyjaciel Staffa poeta
Kazimierz Wierzyński, syn kolejarza ze Stryja. Miasteczko było punktem
wypadowym pięknych wycieczek górskich w pasmo Bieszczadów Wschodnich z najwyższą
w pobliżu Paraszką 1271 m. Niedaleko stąd do następnych pasm górskich
w kierunku południowowschodnim, Gorganów i Czarnohory
z najwyższym szczytem Howerlą 2061 m.
Dolina Oporu
Przez miasto Skole przechodzi tak zwany Trakt Węgierski oraz
szlak kolejowy Stryj - Munkacz. W Skolem był zamek. Niestety niewiele
o nim wiadomo. W drugiej połowie XVII wieku kasztelanem zamku był Jan
Olbracht Pilecki. W 1880 roku w Skolem było 1730 Polaków,
490 Rusinów i 109 Niemców. W tym roku w miasteczku
mieścił się sąd powiatowy, huta szkła Lubomirskich, tartak, fabryka zapałek,
fabryka łopat, destylarnia oleju skalnego. Wyrabiano tam m.in. drewno
rezonansowe do instrumentów muzycznych. W XX wieku do transportu drewna z lasów
i dostawiania go na stację kolei normalnotorowej Gredel używał
kolejki wąskotorowej. Wagony kolejki wąskotorowej ciągnęła lokomotywka
spalinowa. Maszyny te często wspominane były w opowieściach
Forowiczów, tam bowiem pracował mąż Włodzimiery Piotr Kaliczak. W albumach
rodzinnych zachowały się zdjęcia kolejki z lat trzydziestych.
Skole
Bliskość granicy
spowodowała też szczególną rolę Skolego jako miejsca spotkań różnych wybitnych
osobistości węgierskich zaangażowanych w różnych okresach w powstania
i inne walki wewnętrzne. Odbywali w miasteczku spotkania
z agentami francuskimi i przychylnymi sobie panami polskimi. Tędy
przekradał się werbowany żołnierz oraz transportowano z Polski broń. Parokrotnie był tu, nie zawsze z w przyjaznych
zamiarach Rakoczy książę Siedmiogrodu. Najechał te okolice
w 1657 ale został odparty i już w połowie czerwca tego
samego roku Polacy wzięli odwet.W czerwcu 1664 roku na Skole urządzili najazd
młodzi jeźdźcy. Było ich koło 40 rozrabiaków, szlachcice z okolic
Turki (miejscowość około 40 km na zachód). Jeden nazywał się Piotr
Wysoczański.. Napadli na miasto w dniu targowym wyrządzając wiele
szkód. Była strzelanina, płazowanie, wywracanie wozów itd. Uczynek miał
charakter - jak byśmy to dzisiaj powiedzieli - czysto chuligański.
Napastnicy przy tej okazji także musieli nieźle oberwać od mieszkańców, bo
później ... wnieśli do sądu skargę o poranienie i uwięzienie
towarzyszów. Skargę uznano za bezczelność. Jeszcze później Skole
powetowało sobie część strat. Gdy trzy lata po opisanej awanturze przez
Skole przejeżdżały ze Stryja trzy ładowne wozy Jana Wysoczańskiego, ojca
jednego z uczestników napadu, zostały zaaresztowane. Gdy się po nie
stary Wysoczański zgłosił, wsadzono go do lochu wieży zamkowej. Trzymano
tak długo, aż złożył okup rozmiarami odpowiadający stratom skolszczan
w czasie tamtego jarmarku. Na opis napaści i jej konsekwencji
trafiłem w książce Pulnarowicza (patrz: "U źródeł......)
Dolina Oporu
W marcu 1888 roku miasteczko nawiedził pożar. Spłonęło
100 domów, kościół, poczta, urząd podatkowy, siedziba urzędu gminnego
i jedna ze szkół. Przez Skole
przewijały się interesujące postaci. Jedną z nich był Łojko Zobar, podobno
węgierski koniokrad. Miał swojego konia, który posłusznie przychodził na gwizd.
Zobara wygonili z Węgier, gdzie nad Cisą zostawił swoją niespełnioną
miłość, piękną dziewczynę imieniem Rada. Ukochana miała mu powiedzieć,
że jego kocha najbardziej, ale jeszcze mocniej kocha wolność. Zwrócił się
po pomoc do wiedźmy. Dała mu jakiś napój, który "uwięził jego
myśli na dwa dni". Trzeciego dnia doradziła podróż na Bukowinę.
Miał tam się zatrzymać na dłużej. W Skolem pytano Zobara, gdzie teraz
zmierza? Odpowiedział: na kraj świata. a po co? - Żeby tam dojść
i wrócić - odrzekł.
Skole
Przez te okolice w stronę Przemyśla przemaszerowały zwarte
oddziały żołnierzy podobno zasłużonych później w "Cudzie nad
Wisłą" .Za Polski w Skolem funkcjonowały bez przeszkód
wszystkie typy szkół stopnia podstawowego. W programach był obowiązek
nauczania wszystkich dzieci literatury mniejszości narodowych. W latach 1941-44 (okres II wojny światowej)
okupant niemiecki pozwolił na prowadzenie w Skolem szkoły
z dwoma grupami: polską i ukraińską. Dzieci narodowości żydowskiej
prawa nauki nie miały. Program nauki był bardzo okrojony. Po zagarnięciu
kraju przez Moskwę, przez pół wieku program przedmiotowy był znowu pełny, ale
wolno było uczyć wyłącznie według zasad edukacji sowieckiej urawniłowki z eksponowaniem
jedynie języka rosyjskiego. Tak to Moskale "pogodzili" rywali.
Skole
Dzisiaj, w najkrótszej linii Skole od granicy
Polski (Bieszczad) dzieli 45 km. Aby do tego miasteczka dojechać
samochodem przez przejście w Przemyślu / Medyce, od granicy trzeba
przebyć trzy razy więcej drogi. W 1976 roku mieszkało tu
3,5 tysiąca obywateli. Władze b.ZSRR uznały, że środek Skolego jest
najlepszym miejscem do ustawienia pomników "żołnierzy Armii Czerwonej
i komsomolców poległych z ręki ukraińskich nacjonalistów".
Obraz dzisiejszego Skolego naszkicowany został m.in. W periodyku
"z nurtem Stryja" nr 19/20.
http://stanislawow.net/stanislawowianie/karpaty_forowicz.htm

Skole
Przeważająca liczba miast obecnej Ukrainy w XV wieku i na
początku XVI wieku, była usytuowana na prawym brzegu Dniepru, gdzie najwięcej
ludności miejskiej posiadała Ruś Czerwona.” Powstawały miasta i małe miasteczka
oraz osady rolnicze w liczbie trzykrotnie przewyższającą pozostałe ziemie
Rzeczypospolitej. Nowopowstałe osady miejskie, jako przyczółki obronne państwa,
były tworzone na bazie istniejących wsi otwartych. Tak uformowała się gęsta
sieć osad, do których można było dojechać i wrócić konno z najbliższej wsi w
ciągu jednego dnia. Po najazdach tatarskich nastąpił proces dezurbanizacji osad
miejskich. Misteczka (oppida) często ginęły w ogniu wojen, a funkcje miejskie
przenoszono do osady sąsiedniej. Etnicznie terytorium miasta było do XIX wieku
miały charakter rolniczy, zakładano je na prawie magdeburskim – jednorazowe założenie.
Regularna zabudowa wokół rynku i ulice w nadanych miastu granicach. Po podziale
Rzeczypospolitej między zaborców, powstała prowincja Galicja w obrębie Austro –
Węgier. Nowa wschodnia granica przebiegająca na Zbruczu, zamknęła kraj od
strony stepów ukraińskich, kontrolowanych przez Rosję. Austro - węgierska
polityka gospodarcza polegała na zachowaniu charakteru rolniczego w części
wschodniej, i stymulacji rozwoju przemysłu w części zachodniej. Do większych
miast zaliczamy: Lwów, Jarosław, Przemyśl, Sambor, Drohobycz, Tarnopol, Zamość,
Zbaraż, Buczacz, Tarnów, Biała i Podgórze( Kraków).
Więcej w książce "Das Deutschtum in Galizien" Kaudera. Jest tam kilka przedwojennych
fotografii z Brigidau i Felizienthal.
Artykuły:
1. Andrzej
Wieloch, „Kolonizacja józefińska w galicyjskich Karpatach”
2.
Marek Grabski, "Osadnictwo niemieckie na Sądecczyźnie w XVIII wieku"
Droga Pani!
OdpowiedzUsuńZ wielkim zainteresowaniem i wzruszeniem przeczytałam Historie Rodzinne Skole - lata przedwojenne. Jestem córką Heleny Mellem urodzonej /1925-2002/w Demni Wyżnej.Na zamieszczonych zdjęciach gdzie znajduje się brat Pani Babci Zbigniew Schienbein wśród kolegów i koleżanek w środku pierwszego zdjęcia jest moja śp.kochana Mama Helena Mellem/w ciemnej bluzeczce/.Pierwszy po prawej stronie znajduje się Jej starszy brat Franciszek Mellem a pierwszy od lewej Jej młodszy brat Kazimierz Mellem.Niestety
wszyscy Oni nie żyją.Na innych zdjęciach znajdują się w innej kolejności ale dobrze rozpoznawalni.Pozostałych osób nie znam.Jestem w posiadaniu tych samych zdjęć plus jedno gdzie ta sama grupa siedzi na wagonikach kolejki.Format tych zdjęć jest bardzo mały. Mam też zdjęcie grupy pięknych młodych dziewcząt ze Skolego z przed II Wojny Światowej.Jestem też wnuczką urodzonej w Skolem Marii Mellem/1897-1987/ z domu Widomskiej.Bardzo dziękuję Pani że ocala Pani historie kresowe. Przed wejściem na
Pani stronę byłam po czytaniu wierszy Maryli Wolskiej tak związanej ze Skolem I Demnią. Postanowiłam poczytać w internecie o Skolem i na widok zdjęć z kochanymi osobami krzyknęłam i dalej już czytałam z wielką przyjemnością że mogę się tak dużo dowiedzieć o tych stronach serdecznych a niepoznanych. Serdecznie Panią pozdrawiam i dziękuję.
Krystyna Piątek.rocznik 1945.
Jestem wnukiem Kazimierza Mellem - proszę o kontakt jziolkowski@365.mazovia.edu.pl
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWitam Panią.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam Historie Rodzinne Skole i bardzo się wzruszyłam. Jestem córką Adama Mellem ur 1917 w Demni Wyznej. Bardzo proszę o kontakt. Mój mail ewamellem@wp.pl
Pozdrawiam, Ewa.
W Skolem, ale w Demni Niżnej mieszkali moi krewni: Babczyńscy i Szewczykowie, a z Hrebenowa pochodził prapradziadek Jan Rudnicki. Pozdrawiam, Arek :)
OdpowiedzUsuńMieszkali w Skole Dobosiewicze,rodzina dziadka.
OdpowiedzUsuńPosiadam serię zdjęć z Tuchli koło Skola, lato (sierpień 1939), moja ciobabcia Hlena Misiewicz - siostra babci - była tam wychowawcą na koloniach letnich dla dzieci pracowników DOKP Lwów. Mogę podesłać skany.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Joanna Misiewicz
Jestem wnukiem Kazimierza Mellem - prosze o kontakt Panią Piątek lub inne osoby z rodziny
OdpowiedzUsuńjziolkowski@365.mazovia.edu.pl