MOJA BABCIA HELENA GRUSZCZYŃSKA
z domu SCHIENBEIN
|
Helena Gruszczyńska z domu Schienbein Ur. 22.02. 1928 Klimiec przy granicy węgierskiej Zm. 18.12.2001 Susiec, Mąż: Tadeusz Gruszczyński Dzieci: Lesław – ur. 13.07. 1946, ż. Maria Rozmus Andrzej – ur. 28.10. 1949 – zm. 29.12.2012 Alina Stanisława – ur. 23.05. 1956
|
|
|
|
Matka: Józefa z domu Korincic ( 1901 – 1969) |
Ojciec: Jakub Schienbein ( 1896-1940/41) |
|
|
Rodzeństwo Heleny: Janina ( Joanna) – ciocia Janka – ur. 11.12.1921 Romuald – wujek Mundek – ur. 11.12.1925 Zbigniew Jakub – wujek Zbyszek ur. 29.06.1923 | ||
MOI PRA DZIADKOWIE JÓZEFA I JAKUB
|
Józefa Schienbein z domu Korincic/ Kurynczyc, córka Franciszka i Marii, ur. 29.01.1901 w Skole, zm. 8.09.1969 Szczecinek |
Jakub Schienbein 1896-1940/41
|
|
HELENA – moja babcia 1928-2001 |
|
Romuald Schienbein – wujek Mundek – ur. 11.12.1925 |
|
Zbigniew Jakub – wujek Zbyszek ur. 29.06.1923 |
|
Janina ( Joanna) – ciocia Janka – ur. 11.12.1921 |
JÓZEFA SCHIENBEIN z domu KORINCIC
|
, |
Dane: Foto: Józefa Schienbein z domu Korincic/ Kurynczyc córka Franciszka i Marii z d. Witz ur. 29.01.1901 w Skole, zm. 8.09.1969 Szczecinek Mąż – Jakub Schienbein ( 1896 – 1940/41) Dzieci: Janina ( Joanna) – ur. 11.12.1921 Romuald – ur. 11.12.1925 Zbigniew Jakub – ur. 29.06.1923 Helena – ur. 22.02. 1928 |
|
||
|
Matka Józefy: Maria z domu Witz ur. 7.06.1866 Ślub z Franciszkiem Korincic 28. 06. 1866. |
Ojciec Józefy: Franciszek Korincic – pochodził z okręgu Tolmin w Słowenii przy granicy z Włochami |
|
||
|
Rodzeństwo Józefy: Anna ur. 19.12. 1891 ślub z Jan Hanes ur. 20.12.1882 ( syn Jakuba i Weroniki Adamowskiej) Karolina ślub 28.01.1906 z Florian Rzeszowski ur. 20.05. 1880 Antoni ur. 11.06. 1902 – zm. 26.07.1904 Franciszek ur. 22.09.1904 i Maria Dobosiewicz ( Maryńcia) Edward- ur. 27.07.1907 ślub z Marią Łemko 17.04. 1933 – urodzona 9 lub 21.10. 1902 , córka Mikołaja i Katarzyny Sochańskiej. Dzieci: Krystyna Wacława ( Wisia) ur. 28.09.1933 oraz Jadwiga ur. 17.09.1937 (Rodzina zamordowana przez banderowców.) Jakub ur. 27.07. 1907 |
||||
|
Ojciec Marii/ Dziadek Józefy Marcin Witz ur. ok. 1831 – zm. 12.08.1874 Syn Walentego i Barbary Tyblin |
Matka Marii/Babcia Józefy Karolina Kaczorowska ur. ok. 1833 Córka Franciszka Kaczorowskiego i Elżbiety Bauer Ślub z Marcinem 9.11.1851 – zmarła na tyfus 11.06.1873
|
Ojciec Franciszka/Dziadek Józefy Antoni Korincic |
Matka Franciszka/ Babcia Józefy Anna Ursic
|
|
|
Ojciec Marcina: Walenty Witz |
||||
|
Matka Marcina: Barbara Tyblin |
||||
|
Ojciec Franciszka : Antoni Korincic |
||||
|
Matka Franciszka: Anna Ursic |
||||
|
KREWNI: Rodzina Dobosiewiczów ze Skolego- Foto i opis z książki S. Niciei „ Kresowa Atlantyda” |
||||
Maria KURYNCZYC 1902 - 1988
- dotąd myślałam, że to moja pra pra babcia Maria Korincic/ Kurynczyc - z domu Dobosiewicz, ponieważ ta sama kobieta z rodzinnej fotografii, jest na zdjęciu z książki S. Niciei „ Kresowa Atlantyda”. Jej mąż – Franciszek Korincic/ Kurynczyc – tu się zgadza, miejscowość Skole, Czesio i Stasia – rodzeństwo/kuzyni, jest też Szczecinek gdzie część rodziny mieszkała po wojnie.
Wtedy napisał do mnie Pan Janusz Kelsz – 24.08.2025:
„ MARIA TO DLA MNIE CIOCIA MARYŃCIA, TAK JĄ NAZYWALIŚMY. W KSIĘDZE METRYKALNEJ MĄŻ MARYNCI JEST WYMIENIONY W 1933 ( ROK URODZENIA CZEŚKA) JAKO FUNKCJONARIUSZ KASY CHORYCH. JEGO OJCIEC TEŻ SIĘ NAZYWAŁ FRANCISZEK.
MARYŃCIA MIAŁA TYLKO STASIĘ 1929-1988 i CZEŚKA 1933- 1997. NIE WIEM KIEDY ZMARŁ JEJ MĄŻ, W LATACH 70 – TYCH, GDY JĄ ODWIEDZAŁEM BYŁA JUŻ SAMA, MIESZKAŁA Z RODZINĄ CZEŚKA, A W LATACH 8O - TYCH U STASI DO ŚMIERCI. ŻYŁA 1902-1988. MYŚLĘ, ŻE ZGUBIŁA PANI JEDNO POKOLENIE, BO FIZYCZNIE NIE MOGŁA BYĆ BABCIĄ PANI BABCI. CO CIEKAWE, RODZICE FRANCISZKA MĘŻA MARYNCI TO TEŻ FRANCISZEK I MARIA NAZWISKO PANIEŃSKIE WITZ.
MOŻE JÓZEFA JEST CÓRKĄ TEŚCIÓW MARYNCI, CZYLI SZWAGIERKĄ MARYŃCI?”
JÓZEFA MIAŁA SIOSTRY I BRACI:
ANNA - UR. 19.12.1891
WYSZŁA ZA MĄŻ 4.09. 1910 ZA JANA HANES
( UR. 20.12.1882, SYN JAKUBA I WERONIKI ADAMOWSKIEJ)
KAROLINA - POŚLUBIŁA 28.01.1906 FLORIANA RZESZOWSKIEGO
(UR. 20.05. 1880)
ANTONI UR. 11.06.1902 - ZM. 26.07.1904
FRANCISZEK KORINCIC/ KURYNCZYC UR. 22.09.1904 - ŻONA MARIA DOBOSIEWICZ 1902-1988
EDWARD UR. 27.07.1907 ŚLUB Z MARIĄ ŁEMKO 17.04.1933
JAKUB UR. 27.07. 1907 ZM. 4.09.1907
Idąc tym śladem jest to najbardziej prawdopodobne, że Franciszek Korincic/Kuryncic i Maria z domu Witz to moi pra pra dziadkowie. To by oznaczało, że Józefa miała brata Franciszka, o którym nigdy nie słyszałam, a może po prostu gdzieś mi to umknęło. Słyszałam zawsze o siostrach, ciociach ale nigdy o wujku… Ale chyba nie ma innej możliwości. Zgadzają się też daty:
Maryncia z domu Dobosiewicz– ur. 1902 po mężu Korincic
Józefa ur. 1901 z domu Korincic/Kurynczyc, po mężu Schienbein
Miejsce urodzenia: Skole
Miejsce zamieszkiwania i śmierci ( Józefy) – Szczecinek
Za dużo jest tu podobieństw, żeby się z tym spierać.
Bardzo dziękuję Panie Januszu, za te informacje. Może jeszcze coś odkryjemy w tym temacie, jeśli nasi PRZODKOWIE dadzą się odnaleźć. Jak na razie całkiem dobrze Im idzieJ
Pozdrawiam i dziękuję. Monika Rebizant- Siwiło
Skan fragmentu książki : Stanisław Sławomir Nicieja " Kresowa Atlantyda" w której znalazły
się wspomnienia pana Adama Dobosiewicza z Opola.
Nowe informacje: zamieszczone 22.01.2015
Źródło:
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111210/REPORTAZ/498359095#block2
Młodniccy wybudowali swą letnią siedzibę z myślą o córce, Maryli (1873-1930), chorowitej, zagrożonej gruźlicą, a w Skolem dla osób chorych na płuca było wręcz balsamiczne powietrze. I od dziewiątego roku życia do wybuchu I wojny światowej, a więc przez 32 lata, Maryla spędzała tam wszystkie letnie, a czasem i jesienne miesiące. Nazywała to miejsce "najmilszym zakątkiem świata”, który był dla niej tym, "czym dla ptaka powietrze, a dla ryby woda”.
Maryla Wolska
Jej rodzicami chrzestnymi i stałymi gośćmi w domu byli świetny portrecista Henryk Rodakowski i poeta, publicysta Kornel Ujejski – romantyk, cieszący się w Galicji wyjątkową estymą, zwłaszcza po opublikowaniu poematów "Chorał” i "Maraton”. Storożka w lecie, a willa "Zaświecie” we Lwowie, gdzie Wolscy mieszkali przez pozostałe miesiące roku, bywały nie tylko salonami literackimi, ale też miejscem poetyckich spotkań awangardowej grupy "Płanetnicy”, do której należeli młodzi poeci, prozaicy i intelektualiści: Leopold Staff, Edward Porębowicz (poeta, ale też romanista, genialny tłumacz Dantego i Byrona, profesor uniwersytetu), Józef Ruffer, Antoni Stanisław Mueller, Jan Zahradnik, Kornel Makuszyński, Ostap Ortwin (znakomity krytyk). Tak więc życie Maryli Wolskiej upływało w klimacie wysokiej kultury artystycznej i intelektualnej. A ponieważ zbiegało się to z jej wyjątkową wrażliwością i oryginalnym talentem, musiało zaowocować znakomitymi utworami literackimi.
Najpopularniejszym dziełem Maryli Wolskiej był i jest tomik wierszy "Dzbanek malin”, wydany w 1929 r., w którym w pięknych, poetyckich metaforach zapisała ulotność chwil, w tym i tych dla niej najpiękniejszych, które przeżyła w Storożce. Zmarła niespodziewanie po ataku kamieni żółciowych, w chwili gdy jej talent osiągnął apogeum. Krytycy nie mogli odżałować tej nagłej, niespodziewanej straty. Przemawiający nad jej grobem na Łyczakowie prof. Kazimierz Brończyk nazwał jej twórczość "złotą struną, którą niechcący przerwał skrzydlaty bożek snu Hypnos”. Sześćdziesiąt lat później wybitny filolog, Artur Hutnikiewicz, pisząc syntezę historii literatury polskiej, stwierdził, że twórczość Wolskiej mimo upływu lat nie traci nic ze swej świeżości uczuć i atrakcyjności.
Mityczny świat Storożki
Dom nad urwiskiem obrósł legendą właśnie dlatego, że przez dziesięciolecia był miejscem, gdzie w lipcu i sierpniu ściągała regularnie polska bohema artystyczna i intelektualiści, głównie ze Lwowa. Któż tam nie przyjeżdżał! Czasem na dzień, czasem na tydzień, a bywało, że i na cały sezon. Wśród przyjezdnych i bywalców w Storożce przeważali krewni artystycznej rodziny Młodnickich i Wolskich, ale również liczne grono ich przyjaciół i znajomych. Wśród nich, oprócz wymienionych wyżej poetów, Jan Kasprowicz – autor hymnów i rektor Uniwersytetu Lwowskiego, Władysław Bełza, który swój znany wiersz "Katechizm dziecka polskiego”, zaczynający się od słów "Kto ty jesteś? Polak mały...” dedykował najstarszemu synowi Maryli – Ludwikowi Wolskiemu.
Przyjeżdżali tam również rzeźbiarze i malarze, jak choćby Tomasz Dykas – autor pomników lwowskich, w tym na Łyczakowie, malarka Zofia Albinowska, która tam namalowała portret Staffa. Nie brakowało profesorów Politechniki Lwowskiej, chemików i mechaników zaprzyjaźnionych z Wacławem Wolskim, który w tym czasie prowadził wielkie wiercenia w Schodnicy i Borysławiu w poszukiwaniu ropy naftowej. Przyjeżdżał tam też Lucjan Tatomir - wybitny pedagog, publicysta, globtroter, autor poczytnej książki "Ferie alpejskie”. W Storożce bywał również uczeń Fryderyka Chopina, znakomity pianista, jeden z twórców polskiej szkoły pianistycznej, a zarazem kompozytor Karol Mikuli. Odwiedzał Storożkę również fotografik Arnold Penther, pierwszy narzeczony Maryli Wolskiej, i to on uwiecznił na zdjęciach ten niezwykły dom nad urwiskiem.
W Storożce Maryla Wolska urodziła swą córkę Beatę Obertyńską (1898-1980), również wybitną poetkę, ale też aktorkę i pisarkę, która po przejściu przez łagry Sybiru i po wyjściu stamtąd z armią Andersa zmarła na emigracji w Londynie, gdzie napisała m.in. wstrząsający pamiętnik "W domu niewoli”, będący jedną z pierwszych relacji o sowieckich łagrach w literaturze polskiej. Jest też w dorobku Beaty Obertyńskiej tom opowiadań "Ziarnka piasku”, w którym akcja dwóch z nich – "Storożka” i "Hryń i Antonina” – dzieje się w Skolem.
"Jeździliśmy tam – pisała Obertyńska – tylko na lato. »Na świeże powietrze« – jak lubiły mówić służące. Rokrocznie odkąd siebie pamiętam stacyjki od Lwowa do Skolego – recytowaliśmy po kolei, jak inwokację Litanii Loretańskiej”.
Storożka znalazła bardzo mocne odbicie w twórczości Maryli Wolskiej. W jednym z jej ostatnich wierszy, gdzie żegnała się ze światem, czytamy:
Nie wiem, jaki tam będzie świat
wtóry
Jakie grzesznych radości ominą
Moje niebo musi pachnieć
świerczyną
W moim niebie będą lasy i góry
I rzeka tam szumieć powinna
Ta jedna jedyna, ona
Ta jak żadna inna Zielona
To Opór był tą rzeką Zieloną, ze względu na kamienie tego koloru kryjące jego dno.
W lipcowe i sierpniowe dnie oraz wieczory Storożka tętniła życiem i gwarem. W wiklinowych, wyplatanych fotelach, na wygodnej, przestronnej werandzie toczyły się rozmowy, dyskusje, szkicowano landszafty, czytano na głos wiersze i opowiadania, śpiewano pieśni frywolne i patriotyczne oraz słuchano muzyki płynącej z wniesionego tam przez tragarzy w wielkim trudzie fortepianu, na którym koncertował Karol Mikuli. Ściany pokoi zdobiły obrazy, akwarele i sztychy m.in. Henryka Rodakowskiego, Kazimierza Sichulskiego, Zofii Albinowskiej oraz gospodarzy – Wandy, Karola i Maryli Młodnickich.
Raj zbieraczy runa leśnego
Okolice Skolego zadziwiały bowiem urodzajem rydzów, maślaków, prawdziwków, czerwonych kozaków, podpieńków i gołąbków. Chłopki z sąsiednich wsi w barwnych wyszywanych koszulach przeczesywały te lasy, zbierając grzyby do szerokich chust i znosiły na targ do Skolego. Był tam jeden z największych targów grzybowych w całej Galicji. Zdarzało się, że sprzedawano na nim grzyby giganty, szczególnie czerwone kozaki i kasztanowe prawdziwki, które osiągały czasem kilogramową wagę. W pociętych jarami lasach skolskich spotkać można było grzybiarzy-turystów, którzy ściągali tam ze Lwowa, Stanisławowa, Stryja, Sambora, a wśród nich nie brakowało bywalców Storożki.
We wspomnieniach Beaty Obertyńskiej znajdujemy wiele literackich opisów grzybobrań. "Na grzyby szło się do dnia, kiedy las był siwy i kapał, a gałęzie z nocy powiązane jeszcze pajęczyną. Ze sobą – ani kosza, ani torby, żeby grzybów »nie spłoszyć«. Najwyżej z dużą kolorową chustką, do której zbierano grzyby. Bo grzyb to bardzo tajemnicza istota! Zwłaszcza prawdziwek. Jednych lubi, innych unika. Kto nie ma szczęścia do grzybów, może cały dzień wałęsać się po lesie i prawdziwka nie zobaczyć! (...) Powrót z lasu z grzybami bywał osobnym przeżyciem dla Storożki. Mimo porannej godziny kto żyw wylegał przed dom koło kuchni. Zaczynało się od selekcji: te do suszenia, te na marynatę, te na kolację”. Grzybobrania i wędrówki po lesie zapamiętał ze Skolego również prof. Kazimierz Żygulski – wybitny socjolog, później minister kultury, który z bratem Zdzisławem, historykiem sztuki, spędzał tam wakacje. I szczególnie utkwiły mu w pamięci wielkie, piękne motyle i ruchliwe salamandry przemykające między kamieniami.
Inną atrakcją dla letników w Skolem były kąpiele w Oporze, tej "Zielonej rzece”, którą szczególnie ukochała Maryla Wolska. Jej córka Beata wspominała: "Rzeka szła szerokim korytem, po kamienistym dnie, była miejscami płytka, miejscami głęboka, czasami rozlewała się płytko między niskimi brzegami, to znów spadała wodospadem. Każdy więc mógł wybrać, jaką kąpiel woli: czy taką z pływaniem z prądem i pod prąd, czy w huczącym ukropie wspienionych wodospadów, gdzie nie słyszało się własnych słów, krzyczanych do kogoś tuż obok”.
Dobosiewiczowie – opiekunowie Storożki
Gdy więc Dobosiewiczom pożar strawił dach nad głową, Młodniccy zaproponowali im, aby na czas odbudowy zamieszkali w części gospodarczej Storożki. Wtedy to Andrzej i Tekla sprowadzili się do Storożki z synkiem Stasiem. I to dało – jak napisała w swych wspomnieniach Beata Obertyńska – "początek już nie znajomości, ale do trzeciego pokolenia trwającej przyjaźni z tymi najzacniejszymi, szanowanymi ludźmi, od których Storożka na przestrzeni półwiecza doświadczyła niezliczonych dowodów sąsiedzkiej życzliwości i oddania”.
Dobosiewiczowie mieszkali w Storożce przeszło dwa lata, do czasu, gdy w miasteczku odbudowali swój dom. Tam urodził się ich drugi syn, Jan Dobosiewicz (1890-1982), którego Beata Obertyńska nazywała "nie tyle mlecznym, co gontowym bratem, bo urodził się pod tymi samymi gontami co ja”. Lata dzieciństwa Beaty i Jana związały ich na całe życie. I gdy później on mieszkał w Bytomiu, a ona była znaną emigracyjną poetką i pisarką, korespondencja między nimi nie zamilkła. Tylko dla ochrony Jana przed szykanami ze strony władz Polski Ludowej Beata, pisząc z Londynu do Jana w Bytomiu, podpisywała swe listy pseudonimem Beata Storożańska. Niektóre z tych listów przechowywane są obecnie w Opolu przez bratanka Jana, Adama Dobosiewicza.
Jan Dobosiewicz był absolwentem szkół rzemieślniczo-artystycznych we Lwowie i Wiedniu. Założył w Skolem warsztat ślusarski, w którym wytwarzał różne przedmioty: kasy ogniotrwałe, wybielał kotły oraz wyrabiał na specjalne zamówienie zdobne klamki, grawerowane wizytówki i balkony do bogatych willi. Był zapalonym harcerzem i organizatorem skolskiego Związku Strzeleckiego. Zimową porą opiekował się Storożką. Miał klucze do domu. Gdy przyjeżdżali tam goście, prowadził księgę meldunkową. Czasem odwoził kogoś na dworzec. Zdarzało się, że od malarzy otrzymywał w prezencie obraz. W czasie wielkiej wojny walczył w legionach Piłsudskiego, a później był radnym miasta Skole. Po wojnie los rzucił go do Bytomia, gdzie przy szkole zawodowej prowadził warsztaty. Jego córka Helena (ur. 1924), ekonomistka, mieszka dziś w bytomskim Domu Kombatanta.
Przed II wojną w Skolem mieszkało kilka rodzin Dobosiewiczów, w sumie ponad 70 osób. Większość po wojnie osiadła na Śląsku. Spośród nich Mieczysław Dobosiewicz (1900-1962), młodszy brat Jana, w Opolu. Kontynuował tu swój zawód maszynisty. Przed wojną, kursując na trasie Lwów - Stryj - Stanisławów, należał do elity kolejarskiej. Zarabiał 500 zł miesięcznie. Dla porównania nauczyciel otrzymywał wówczas pensję ok. 150 złotych. Z Opolem związali się też dwaj jego synowie – Marian (ur. 1928) – leśnik, ekonomista i Adam (ur. 1931) – chemik, długoletni nauczyciel chemii w Zespole Szkół Ekonomicznych w Opolu, aktywny członek towarzystw kresowych i kronikarz swej rodziny, przechowujący pamiątki. Wnuczką Mieczysława jest znana opolska anglistka, prof. Ilona Dobosiewicz – prodziekan Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Opolskiego, wybitna znawczyni angielskich powieści XIX-wiecznych pisanych przez kobiety, a zwłaszcza twórczości Jane Austen i Mary Evans.
W Skolem mieszkał również Rudolf Dobosiewicz (1900-1986), wybitny działacz PPS w tamtym regionie, mocno związany w młodości z harcerstwem, ruchem strzeleckim i piłsudczykami. W latach trzydziestych, nie godząc się z polityką Marszałka, stał się jego ostrym krytykiem. Związał się wówczas blisko z Ignacym Daszyńskim, narażając się władzom sanacyjnym. Od tej pory prewencyjnie przed każdym 1 Maja zamykano go w areszcie. W 1936 r. jako sekretarz PPS w Skolem wziął udział w demonstracjach we Lwowie, podczas których było wiele ofiar śmiertelnych. Za przemówienie na wiecu, które konfidenci uznali za podburzające do rozruchów, został zamknięty na trzy lata więzienia w Drohobyczu. Celę więzienną otworzył mu wybuch wojny. Wrócił wówczas do Skolego, gdzie w czasie okupacji hitlerowskiej uratował 15 Żydów, za co otrzymał tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.
Po wojnie osiadł w Szubinie pod Bydgoszczą. Trzech jego synów zostało inżynierami. Z rodziny Dobosiewiczów wywodzi się również urodzona w Kałuszu Zenobia Pełka – długoletnia kadrowa w Wydziale Oświaty w Opolu i nauczycielka w opolskich szkołach dla dorosłych.
W Skolem urodziła się też Zofia Szportiak, która po wojnie trafiła do Opola i tu spotkała Andrzeja Szpakowskiego. Oboje byli uczniami opolskich liceów. Ich synem jest Dariusz Szpakowski – znany długoletni komentator sportowy TVP.
"Pani Helena pamięta Kuryńczyców. Jej ciocia (siostra wspaniałego Jana Dobosiewicza) wyszła za mąż za pana o tym nazwisku, podobno pochodzenia włoskiego, z zawodu inkasenta lub pracownika temu podobnej profesji. Brat p. Kuryńczyca, był ponoć bardzo utalentowanym muzykiem. Pani Kuryńczyc de domo Dobosiewicz, urodziła dwoje dzieci Stanisławę i Czesława. Stasia ukończyła KUL. Czesio pracował jako maszynista.Na jednej z fotografii p.Helcia siedzi w pierwszym rzędzie na środku. Obok niej siedzi Czesio. W drugim rzędzie mała Stasia na kolanach mamy ( Marii Dobosiewicz po mężu Kurynczyc). Po wojnie Kuryńczycowie osiedli w Szczecinku. Kontakty z Dobosiewiczami osłabły. Stanisława i Czesław umarli.”
żona Franciszka, matka Józefy, babcia Heleny
Zdjęcie wykonano w Skolem w 1934 roku i znalazło się w moich zbiorach dzięki nieocenionej pomocy
Moja babcia Helena, córka Józefy



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz